„Przełęcz Diatłowa. Tajemnica dziewięciorga” Anna Matwiejewa

Któż nie słyszał o tej niewyjaśnionej zagadce śmierci dziewięciorga „diatłowców”? W styczniu 1959 roku doświadczonych turystów wyruszyła na niebezpieczny szlak górski na północy Uralu. Celem wyprawy było zdobycie szczytów Otorten i Ojka Czakur. W skład drużyny wchodziło początkowo 10 osób: studenci i absolwenci Politechniki Uralskiej w Swierdłowsku, którym przewodził Igor Diatłow. Jeden z uczestników na początkowym etapie wyprawy musiał zrezygnować z dalszej drogi z powodu rwy kulszowej. Ostatecznie na szczyt wyrusza 9 osób. 31 stycznia rozbijają obóz na zboczu góry Czołatczachl. Tej nocy wszyscy giną w niewyjaśnionych okolicznościach. 

Narratorką jest Anna, autorka książki. 40 lat po tragicznych wydarzeniach kobieta stara się zebrać jak najwięcej informacji na temat tajemniczej wyprawy. Na tej podstawie próbuje poznać prawdę o śmierci diatłowców. Prowadzi czytelnika śladem swoich poszukiwań. W książce znajdziemy cały ogrom faktów, informacji, raportów z akcji poszukiwawczej i sekcji zwłok dziewięciorga, korespondencji, notatek z dzienników samych turystów. Dodatkowo autorka nie szczędzi analizy wszelkich hipotez i przypuszczeń dotyczących przyczyny śmierci diatłowców, tych całkiem możliwych i tych całkowicie absudralnych. Analizuje każdą z nich, stara się dociec ich wiarygodności. Poza tym uświadamia czytelnikowi jak wiele informacji zostało zatajonych przez rząd ZSRR. Ta część książki wypada bardzo dobrze, brzmi jak kawał dobrego reportażu, ewentualnie thrillera inspirowanego prawdziwymi wydarzeniami, prawda? No nie do końca. Autorka pokusiła się o stworzenie jakiejś dziwnej formy, gdzie między te ciekawe informacje i tajemnice wplata… bardzo kiepski romans. Otóż moi drodzy Anna nie tylko szuka informacji na interesujący ją temat. Anna ma też kota, byłego męża i sąsiadów. Żadna z tych postaci nie jest dobrze napisana. Nikogo nie lubiłam, łącznie z samą Anną, której wybory życiowe przyprawiały mnie ból głowy. Po co autorka postanowiła do „Przełęczy Diatłowa” wpleść wątek miłosny/obyczajowy/dziadowski? Nie mam pojęcia. W moich oczach zepsuła tym cały efekt. Żeby to chociaż było dobrze napisane lub wnoszące coś wartościowego… 

Podsumowując: sama historia diatłowców i dociekania prawdy o ich śmierci – ciekawe, fajnie przedstawione, przystępnie, ale jednocześnie niepokojąco. Natomiast efekt zepsuty został przez niepotrzebny, moim zdaniem, wątek obyczajowy, który nic nie wnosi. Uważam jednak, że jeśli interesuje Was to, co wydarzyło się na Przełęczy Diatłowa w nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1959 roku to warto sięgnąć po ten tytuł.

Tłumaczenie: Magda Dolińska-Rydzek

Wydawnictwo Mova

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *