„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde

Wiecie o jakich książkach nie lubię pisać? O klasykach. A to z tej prostej przyczyny, że na ich temat wszystko już zostało napisane. Nie będę więc tutaj przytaczać zarysu fabuły ani nic z tych rzeczy, bo to każdy pewnie wie, nawet jeśli nie czytał książki. Ograniczę się więc do kilku subiektywnych wrażeń, które wywarł na mnie „Portret Doriana Graya”. 

Temat jak najbardziej aktualny, ponadczasowy. Tym bardziej w dobie instagrama i życia skrywanego za maską rzeczy ładnych i doskonałych. Generalnie cały koncept i tematy poruszane w książce bardzo mi się podobały. Opowieść o zepsuciu, złych uczynkach i skrajnym narcyzmie skrywanych pod postacią wiecznie pięknego młodzieńca, a wszystko to podane z nutką mistycyzmu i tajemniczości – brzmi jak lektura idealna. Ale na tym kończą się moje zachwyty. Styl autora do mnie nie trafił (tak, ja wiem, że Wilde napisał Doriana w 1890 roku, ale mimo epoki styl jest trochę zbyt, jak dla mnie, pretensjonalny). Dodatkowo były momenty, które skrajnie mnie wynudziły. Do tego stopnia, że czasem nie miałam ochoty dalej czytać. Jak na tak krótką lekturę przeczytanie jej zajęło mi sporo czasu, bo zwyczajnie nie miałam ochoty po nią sięgać. Moje nadzieje były przeogromne, jednak nie zostały one zaspokojone i nadal niezmiennie moim ulubionym klasykiem są „Dziwne losy Jane Eyre”. Mimo wszystko, doceniając zamysł autora i ponadczasowość tematyki oceniłam ją na 7 gwiazdek.

 

Tłumaczenie: Maria Feldmanowa

Wydawnictwo Vesper

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *