„Kirke” Madeline Miller

Ach Kirke! Boska okeanida, córka Heliosa i nimfy Perseidy. Urodzić się w takiej rodzinie, w świecie bogów, to szczęście. Ale, jak się okazuje, nie dla niej. Nie czuje się taka jak reszta. Mimo licznych krewnych Kirke przez całe swoje dotychczasowe życie jest samotna. Nie ma przyjaciół, własna matka źle jej życzy. Czy to przez ludzki głos, którym została obdarzona? W boskich uszach brzmi on jak skrzeczenie mew. Czy to przez brak boskich mocy? Nawet jej własny ojciec, jeden z najpotężniejszych tytanów widzi w niej najgorsze dziecko wsród swego licznego potomstwa.

Długie życie Kirke przepełnione jest samotnością w zimnych i ciemnych korytarzach obsydianowego pałacu ojca. Pewnego dnia, błądząc samotnie po plaży poznaje Glaukosa, zwykłego śmiertelnego chłopaka, w którym się zakochuje. Kiedy dziewczyna orientuje się jak krótkie jest ludzie życie postanawia zmienić ukochanego w nieśmiertelnego boga. Udaje jej się tego dokonać wykorzystując kwiaty, które słyną z magicznych mocy. Niestety niewdzięczny i zmienny chłopiec okazuje się nie być stały w uczuciach, które przenosi na jedną z kuzynek Kirke, Scyllę.

Niepowodzenie odmienia życie Kirke. Dzięki niemu nimfa odkrywa drzemiącą w niej potężną moc, która onieśmiela bogów. Bogowie Olimpu oraz tytani boją się jej, widzą w niej silną konkurencję. Postanawiają skazać Kirke na wygnanie. Boginka trafia na bezludną wyspę Ajaję, która od tego momentu już na zawsze ma być jej domem, jej wieczną samotnią. W zakamarkach swojej nowej kwatery odkrywa potęgę magii i zielarstwa. Z łagodnej okeanidy przemienia się w groźną czarownicę.

Jak na książkę, która już w dniu premiery trafiła na pierwsze miejsce listy bestsellerów „New York Times” 2018 w Nowym Jorku wydała mi się… nijaka. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że była zła. Po prostu po takim rozgłosie spodziewałam się czegoś więcej. Miałam nadzieję, że będzie to powieść, która na bardzo długo zagości w moich myślach. Tymczasem po przeczytaniu dość szybko o niej zapomniałam. Może wywarłaby na mnie lepsze wrażenie gdybym nie czekała na nią otoczona zewsząd samymi pozytywnymi opiniami.

Postać Kirke wydawała mi się sztuczna, nie czułam do niej sympatii, ale też jej nie nienawidziłam. Była mi absolutnie obojętna. A lubię, kiedy czytając mogę poczuć z bohaterem nić porozumienia. Tutaj jej nie było. Była za to Ariadna ze swoją nicią, Odyseusz, Scylla i wiele, naprawdę wiele innych postaci z mitologii. Dzięki tak długiemu życiu jakim obdarowana jest przy narodzinach nimfa, Kirke mogła ze swej samotni obserwować dzieje wielu pokoleń. A my razem z nią.

Niemniej jednak bardzo podobało mi się podejście do mitologii greckiej w sposób, w jaki zrobiła to Madeline Miller. Poznawanie jej w formie historii opowiedzianej oczami jednej z mniej znaczących postaci mitologicznych było ciekawym doświadczeniem.W moim przekonaniu jednak głównym atutem tej książki jest zdecydowanie okładka. No naprawdę, dawno nie miałam w rękach tak eleganckiej, pięknie wykonanej książki.

Warto przeczytać, szczególnie jeśli lubicie historię, mitologię i starożytną Grecję. Nie żałuję czasu spędzonego z Kirke, jednak czy wrócę do niej w przyszłości? Niekoniecznie.

 

Jeżeli nie znacie dobrze mitologii greckiej czy Odysei, nie zaglądajcie na tyły książki, gdzie znajduje się wykaz postaci. Można sobie zepsuć wiele zabawy z czytania!

 

Tłumaczenie: Paweł Korombel

Wydawnictwo Albatros

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *