„Dom z liści” Mark Z. Danielewski

Johnny Wagabunda w mniej lub bardziej przypadkowy sposób wchodzi w posiadanie chaotycznych zapisków. Zostawił je po sobie Zampanò, niewidomy starzec, który zmarł w swoim zatęchłym, ponurym mieszkaniu. W kartonach pełnych papieru znajdują się urywki, cytaty, przypisy, opisy, luźne myśli, ale też obszerna analiza niesamowitego filmu pt. „Relacja Navidsona”. Film to zatrważający dokument nakręcony przez nagrodzonego Pulitzerem fotografa – Willa Navidsona. Na filmie Will oraz kilku innych mężczyzn wchodzą do tajemniczego korytarza w domu rodziny Navidsonów. Korytarz pojawił się znikąd i zdaje się nie mieć końca, co gorsza z każdą chwilą układ ścian jest inny. Wagabunda zaczyna zagłębiać się w analizę tej góry niesamowitych rewelacji. Wyrusza w podróż wgłąb umysłu zwariowanego starca Zampanò oraz wgłąb samego siebie.

Ostatnio mam szczęście do książek, których nie potrafię ocenić. Z tą jest tak samo. Ta historia to jeden wielki chaos i labirynt. Labirynt treści i formy. Różne czcionki, rozmiary, kolory, tekst pisany bokiem, z prawej do lewej, ukośnie, z góry do dołu, puste strony, przypisy do przypisów przypisów. Serio, łatwo się tu zgubić – efekt został osiągnięty. Poza tym znajdziemy tu liczne odniesienia do mitologii, religii, fizyki, architektury, geologii, chemii. Dodatkowo fikcyjne wypowiedzi takich osobistości jak Stephen King, Donna Tartt, Anne Rice, David Lynch czy Steve Wozniak. Johnny Wagabunda na kartach historii stopniowa wpada w obłęd, a wraz z nim czytelnik, który próbuje odnaleźć właściwą drogę w tym natłoku strzępków informacji. Rzeczywistość i fikcja wirują w tańcu, pogrążając czytelnika coraz głębiej i głębiej w zamęcie domysłów i przerwanych wątków. Czy jest to horror? Czy straszy? Nie… Moim zdaniem jest to bardzo zagmatwany thriller psychologiczny, który nie straszy, aczkolwiek wywołuje uczucie niepokoju i klaustrofobii.

Ocenę czy ta książka jest dobra czy zła pozostawiam Wam. Ja nie potrafię jednoznacznie stwierdzić. Wciągnęła mnie bardzo, czytałam w pośpiechu. Czy dlatego, że chciałam już mieć ją z głowy, czy też dlatego, że umierałam z ciekawości jak to się wszystko skończy? Naprawdę sama już nie wiem. Ale czuję, że to właśnie było celem autora. Więc chyba brawo.

 

Tłumaczenie: Wojciech Szypuła

Wydawnictwo Mag

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *