„Czarcie słowa” Grzegorz Wielgus

Inkwizytor. Reaktywacja

 W „Czarcich słowach” kontynuowane są przygody bohaterów z pierwszego tomu cyklu o bracie Gotfrydzie. Po raz kolejny możemy śledzić losy znakomitego trio przyjaciół: brata Gotfryda, Lamberta z Myślenic oraz niezastąpionego Jaksy Gryfity. Tym razem akcja dzieje się w Austrii, kilka lat po wydarzeniach, które miały miejsce w „Pękniętej koronie”, pierwszym tomie serii.

Na zamku Rappottenstein król Rudolf Habsburg organizuje turniej rycerski. Na zaproszenie króla do zamku przybywają rycerze, wielmoże i władcy sąsiednich krajów. W trakcie tych wydarzeń w okolicznych wsiach oraz na traktach znajdowane są zmasakrowane ciała ludzi. Drzewa wokół trupów pokryte są siecią znaków, niektóre z nich układają się w słowa, inne to niezrozumiały bełkot. Według lokalnych wierzeń zbrodnie i napisy wyryte w drewnie przypisywane są Titivillusovi – demonowi słów. Wieśniacy wpadają w popłoch, wielmoże natomiast mają własne problemy. Ktoś próbuje pozbyć się z dworu najbardziej znaczących ludzi.

W takiej sytuacji do rozwiązania problemów wyznaczony zostaje nie kto inny, jak brat Gotfryd oraz dwójka jego najbliższych kompanów. Bohaterowie przystępują do tego, na czym znają się najlepiej – do tropienia demonów i morderców.

W przeciwieństwie do pierwszej części serii, tym razem autor skupił się bardziej na historii niż na samych bohaterach. Fabuła jest złożona i wielowątkowa. Wszystkie wątki spotykają się jednak w jednym punkcie. Jest to rasowy kryminał, osadzony w realiach XIII-wiecznej Austrii. Poznajemy austriackie zamki i życie władców tamtych czasów. Wielgus zręcznie prowadzi czytelnika przez zagmatwaną sieć pojawiających się w opowieści wielmożów. Choć przyznam, że postaci jest wystarczająco dużo, abym na początku myliła ze sobą kilku znaczących bohaterów. Tak jak w poprzednim tomie, akcja toczy się powoli, nie pędzi z prędkością światła. Wszystkie wydarzenia przedstawione w fabule są przemyślane i rozbudowane w stopniu odpowiadającym ich ważności dla całej historii.

Mimo że w „Czarcich słowach” bohaterowie nie wysuwają się przed samą opowieść, Wielgus bardziej niż w pierwszej części skupia się na postaci brata Gotfryda. Tajemniczy inkwizytor wreszcie zaczyna się otwierać przed czytelnikiem, nie jest już tylko milczącym mnichem. Poznajemy jego historię, mroczną przeszłość skrywaną głęboko pod dominikańskim habitem. Bohater odkrywa wydarzenia, które pchnęły go do miejsca, w którym znajduje się obecnie.

Oprócz interesującej historii oraz przeszłości brata Gotfryda poznajemy również część wierzeń średniowiecznej Europy, przedchrześcijańskie zabobony, strachy i czarty. No i oczywiście powracamy do pięknego, choć nie zawsze, staropolskiego języka, którym Wielgus posługuje się po mistrzowsku.

Między tomem pierwszym i drugim historia nie zachowuje ciągłości, dlatego sądzę, że „Czarcie słowa” można czytać, nie znając „Pękniętej korony”. Jedyne, czego czytelnikowi w takiej sytuacji może naprawdę brakować, to charakterystyka bohaterów, w którą obfituje pierwszy tom serii. Polecam mimo wszystko przygodę z bratem Gotfrydem i jego kompanami zacząć od tomu pierwszego, żeby mieć pełny obraz tej świetnej opowieści.

 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Initium

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *