„Chata na krańcu świata” Paul Tremblay

Trzyosobowa rodzina: Andrew, Eric i ich siedmioletnia córka Wen spędzają wakacje w niewielkiej chatce na odludziu. Jezioro, las, cisza i spokój. Od najbliższych zabudowań dzieli ich kilka kilometrów. Tę rodzinną sielankę przerywa pojawienie się czworo nieproszonych gości, którzy przychodzą z nietypową wiadomością i stawiają mężczyznom mrożące krew w żyłach ultimatum…

„Chata na krańcu świata” już od pierwszej sceny trzyma w napięciu, które z każdą kolejną stroną stopniowo rośnie. Tremblay wykreował gęstą, niezwykle klaustrofobiczną atmosferę, którą potęguje świadomość utraty tego, co dla każdej żywej istoty jest najważniejsze, czyli poczucia bezpieczeństwa. Od początku do końca odbiorca zachęcany jest do samodzielnego myślenia i wysnuwania własnych wniosków. Sporo nawiązań do biblijnej apokalipsy, pojedynek ślepej wiary i fanatyzmu z pragmatyzmem przedstawione w tak niejednoznaczny sposób, że od początku do końca czytelnik sam nie wie, którą ze stron trzymać. Moralne dylematy okraszone są sporą dawką krwawej i bardzo brutalnej akcji, którą autor przedstawia niezwykle obrazowo. Jest mocno, jest tajemniczo, jest frustrująco. Wszystko jak najbardziej na plus. Książka nie straszy w typowo horrorowym znaczeniu tego słowa. Nie ma w niej potworów (prócz ludzi), jest za to jeżące włosy na głowie poczucie bezradności, krzywdy i utraty kontroli. Po przeprawie przez targającą emocjami historię czytelnik dociera do zakończenia pełnego niedopowiedzeń, gdzie autor zostawił sporą przestrzeń na własną interpretację.

Bardzo mi się ta książka podobała, wręcz czuję się pozytywnie zaskoczona, bo spodziewałam się o wiele prostszej formy. 

Tłumaczenie: Paweł Lipszyc

Wydawnictwo Vesper

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *